czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział pierwszy : Nieszczęście

- Proszę kochanie - moja mama uśmiechnęła się słabo wręczając parę nowych czerwonych trampek dla mojego brata - Wszystkiego Najlepszego.
Zastępowały one znoszone buty, które nosił od dwóch lat. Dużo urósł i musiał trzymać podwinięte palce u nóg w starych trampkach. Jedyną alternatywą tych butów były kapcie, których nie ubóstwiał. Chociaż, nigdy się nie skarżył. Zaledwie kilka tygodni temu, mama zauważyła, że kuleje. Okazało się, że jego palce są nieznacznie złamane.
Nie mogłam uwierzyć, Jakey wchodził w nastoletnie lata. Mój młodszy brat dorastał. Był najniewinniejszym, najbardziej uczciwym człowiekiem. Zasługiwał  na coś więcej niż tylko trampki na jego urodziny, ale to było wszystko na co mogliśmy sobie pozwolić, aby mu dać. Czułam się okropnie, że nie mogłyśmy nawet zapakować je w ozdobny papier  Staraliśmy się zaoszczędzić pieniądze, by móc zapłacić czynsz za mieszkanie. Nasze lokal był mały i zniszczony w niektórych miejscach, ale byliśmy szczęśliwi, że mamy jakiś dach nad głową.
Odkąd mój tato zmarł 5 lat temu, mama, brat i ja przechodziliśmy przez różne etapy piekła. Najpierw był żal i smutek, następnie wyrzucenie z naszego domu, później nie więcej niż kilkaset dolarów na koniec i robienie wszystkiego by znaleźć jakiekolwiek schronienie, kiedy znaleźliśmy mieszkanie musieliśmy ciężko pracować żeby je utrzymać.
Moja mama musiała pracować jako recepcjonistka u weterynarza. Właściciel lokalu, Richard, posiadał wiele nieruchomości w Fleese, łącznie z kliniką weterynaryjną i to on załatwił jej pracę. Był on okrutny i przebiegły jak i zamożny. Nawet jako recepcjonistka, mama musiała sprzątać toalety i odchody zwierząt aby dostać całe wynagrodzenie.
Otoczenie w pracy było tak nieuczciwe i pokręcone, że  mama nie zgodziła się bym poszła do pracy, więc pomagałam w domu. Ja i mój bart uczęszczaliśmy do szkoły do zeszłego roku. Musieliśmy z niej zrezygnować ponieważ czesne za szkołę ciągle drożało, a inne szkoły były bardziej kosztowne nawet od tej do której chodziliśmy. To było wielkie poświęcenie, ale musiałam się z tym pogodzić.
Pozostawałam w tyle z moją nauką ponieważ notorycznie opuszczałam, a następnie powracałam do szkoły. Czas kiedy ja i mój bart zostawaliśmy w domu przeciągał się nie raz z kilku miesięcy do nawet do roku. Wszystko było uzależnione od naszej sytuacji materialnej. Nie dostałam promocji do ósmej klasy, więc nadal jest w siódmej. To było okropnie krępujące.
Nie mogliśmy zapłacić czynszu za mieszkanie od 3 miesięcy, więc czynsz w tym miesiącu był potrójny. Moja mama od kilku dni miała ataki migreny od myślenia skąd wziąć taką sumę pieniędzy. Błagałam ją żeby pozwoliła mi pójść pracować by pomóc nam w tej sytuacji, ale jak zwykle nawet nie dała sobie nic powiedzieć. Marzyłam żeby zaufała mi, że potrafię zaopiekować się sama sobą.
Jakey ostrożnie uniósł trampki, przyglądnął się im zanim objął ramionami mamę.
-  Musiały kosztować dużo. Nie musiałaś.
-To było konieczne, a my wydajemy pieniądze tylko na rzeczy które są konieczne .Pocałowała Jakey w czoło.- Lia, dlaczego by nie zaśpiewać sto lat twojemu bratu?
Skinęłam głową i przyniosłam ciasto na które poświęciłam cały mój poranek by je upiec. Wbiłam trzynaście świeczek w czekoladową masę i zapaliłam je wszystkie zapałkami zanim zaczęliśmy harmonizować się w śpiewaniu.

_______________________________________________________________

Moja mama i ja spędziłyśmy resztę wieczoru w zatłoczonej kuchni na zmywaniu naczyń i naprawianiu instalacji wodociągowej. Woda nadal strzelała z rury ze zlewu przez co nasze ubrania były notorycznie mokre. Zgłaszałyśmy ten problem kierownictwu miesiące temu ale nadal nic z tym nie zrobili. Nie mieliśmy wyboru, musiałyśmy naprawić to same.
- Mamo, jestem tym zmęczona. Pozwolisz mi iść do pracy w warzywniaku na dole ulicy? Jest tam cicho i bezpiecznie.- Poprosiłam ją, mimo że wiedziałam jakie będzie jej następne słowo.
- Przechodziłyśmy przez to tysiące razy. Nie opuścisz tego mieszkania. - otarła wierzchem dłoni pot z czoła i zabrała się za mycie naczyń rozdartą szmatką.
- Mam siedemnaście lat, mamo. Możesz mi zaufać, umiem zadbać o siebie. Chcę ci pomóc.
Położyła na ladzie naczynia po czym podeszła do mnie.
- To nie tobie nie ufam. Tylko ludziom. - łzy wypełniały jej niebieskie oczy gdy mówiła. Moja matka stała się bardzo emocjonalna odkąd mój ojciec umarł. Płakała nad najbardziej błahymi rzeczami.
Westchnęłam.
- W porządku, mamo. Dobrze. - zaproponowałam rozejm, wyciągnęłam ręce i przytuliłam ją.
- W porządku. - odsunęła się, pociągając nosem. - Będzie dobrze. Idź już spać. Jest późno.

Skinęłam głową i wyszłam z kuchni. Przechodząc obok pokoju Jakey słyszałam jak krzyczy. Koszmary były normalnym zjawiskiem u niego odkąd był mały. Mój pokój był nieco mniejszy od kuchni, ale był na tyle przestronny by zmieściło się moje małe, jednoosobowe łóżko i toaletka. Okna były popękane na powierzchni, duży otwór który wygryzły myszy przy moim łóżku był wypchany gazetami, ponieważ mam paniczny lęk przed myszami.

Zamknęłam drzwi, skrzypnęły głośniej niż się spodziewałam. Podeszłam do mojej starej toaletki i spojrzałam w moje zakurzone odbicie. W moich oczach było zawsze widać żal, nie ważne jak bardzo starałam się go ukryć. Moje usta były suche i popękane.
Moje ciemne włosy straciły loki na dole. Stały się strasznie kręcone. Zapomniałam o moim wyglądzie, po prostu nie obchodziło mnie to co ludzie o mnie pomyślą - ja nawet nie widziałam ludzi. Rzadko opuszczałam mieszkanie.

Szczotkowałam moje włosy energicznie, co jakiś czas poszarpując by pozbyć ich kołtunów. Były zniszczone od używania mydła. Butelki z szamponem są dostępne w sklepach na  które nas nie stać. Musielibyśmy zaoszczędzić.

Odłożyłam szczotkę i rzuciłam się na łóżko. Robiłam tak co noc, wpatrywałam się w psuty sufit, aż moje oczy same nie zrobią się ciężkie. Wiele myśli wypełniło moja głowę. Rozpromieniłam się kiedy moje myśli zeszły na Darrena.

Był o moim najlepszym przyjacielem. Był jedynym który utknął ze mną na dobre i na złe. On nigdy mnie nie oceniał. Kiedykolwiek potrzebowałam wsparcia, on był ze mną. Gdy miałam czternaście lat, zakochałam się w nim, ale to szybko zniknęło. Był bardziej jak brat.

Darren opuścił Fleese zaledwie kilka miesięcy temu w poszukiwaniu lepszych możliwości zatrudnienia i ewentualnie dostania się do colleg'u, nie za bardzo lubiał to miato. Każdy racjonalny człowiek zrobił by to samo. Moja rodzina i ja chcemy wydostać się z Fleese jeśli była by taka możliwość, ale żadna okoliczność tego nie zwiastowała.

_____________________________________

- Gdzie do cholery są moje pieniądze ? - jawny, pełny stonowania głos wyciągnął mnie z mojego snu.
- Jakoś je dostarczę. Obiecuję. Proszę daj mi jeszcze jeden tydzień ! - Słychać jak moja mama błaga. To nie był jeden z tych snów. 
- Tak jak ty, muszę zarabiać na życie - głos mężczyzny obniżył się, ale wrogość pozostała. Od razu wiedziałam że to Richard. To od niego wynajmujemy mieszkanie. Następną rzeczą którą usłyszałam był głośny huk. Moje serce waliło gdy otworzyłam drzwi i pobiegłam do matki na zewnątrz.
- Proszę zostaw nas w spokoju. - płakałam gdy stanęłam przed moją matką, beznadziejnie próbując ją ochronić. Ciemne oczy Richard'a spojrzały się na mnie. Nie wyglądały sympatycznie. Jego wysoka, pulchna sylwetka odziana była w drogi garnitur o kolorze skóry. Jego usta były ukryte pod grubymi, niehigienicznymi wąsami których zdecydowanie był godny.
Jego proste policzki były nadęte.
- Jak mogłem zapomnieć, że masz córkę, Georgia. Jak masz na imię, kochanie ?
- Lia, natychmiast wróć do pokoju. - moja matka rozkazała.
- Ach prawda... Lia ! Thalia, mam rację ? Twoje imię jest prawie tak piękne jak ty. Sporo urosłaś. - Richard uśmiechnął się mocno.
- Lia, idź ! Poradzę sobie ! - matka podniosła głos.
- Dlaczego nie możemy zawrzeć umowy, Georgia ? - Richard wzruszył ramionami - Ponieważ nie możesz zapłacić za czynsz lub za inne należności, dlaczego nie oddasz swojej córki do dobrego wykorzystania i nie uczynisz z niej zapłaty ?
- Inne należności ? -  szepnęłam do matki.
- Czy kiedykolwiek słyszałaś o Baby Dolls ? - mimo iż nie było to widoczne, czułam że jego usta wykrzywiają się w uśmiechu pod grubym wąsem. - Jest ich dużo wśród tutejszych mężczyzn.
Moja matka westchnęła, ciągnąc mnie do siebie.
- Nie waż się - jej głos osłabił się drastycznie, zaczęłam tracić odwagę, którą miałam kila chwil temu.
- C-co to jest ? - zapytałam, nie mogąc zrozumieć, co dokładnie na myśli miał Richard.
- Tak ładna twarz, faktycznie mogłaby spłacić twoje długi. - niski chichot wydobył się od Richard'a. Poskładałam to w całość, i zrozumiałam o czym mówi. Niepokojące dreszcze przeszyły mój kręgosłup.
- Dajesz nam Lia'e, i możesz tu zostać i cieszyć się z kilku dodatkowych setek nawet po opłaceniu czynszu i długu.
- Nigdy ! - moja mama zaprotestowała - Zostawmy to. Zostawmy to do wieczora!
- Przykro mi to powiedzieć, ale to nie jest takie proste. Nie można po prostu... uciec. - uderzył pięścią w drzwi, weszło dwóch zbudowanych mężczyzn. Tatuaże otaczały ich ramiona i szyje.
- Chodź Thalia. Zrób przysługę swojej matce. - Richard wyciągnął rękę. - Nie trzeba się bać. Nie gryzę.
- Mamo... - mruknęłam cicho, kuląc się za nią.
- Dam ci coś innego. Cokolwiek. Błagam cię. Proszę nie rób tego. - błagała, jej słowa szybko rozpuszczały się w łzach. - Weź wszystko z tego mieszkania. Weź nawet mnie.
- Ale prawie wszystko w tym mieszkaniu już należy do mnie. Nie sądzę żeby któryś klient chciałby staruszkę. - nie byłam pewna, czy on stawia zaczyna śmiać się pod wąsem. Dwaj bandyci przyłączyli się do śmiechu. Oczywiście uwzględniając czas ich życia. Jak człowiek staje się taki nędzny dla innych ? Zostałam odepchnięta.
- Georgia przestań marnować mój czas. Twoja córka, wyglądem przyciągnie więcej chętnych. Myślę, że masz problem. - zażartował, a ja jeszcze bardziej stchórzyłam. Potem przechylił głowę w bok, sygnalizując dwóm mężczyznom by mnie złapali.
- Proszę... nie ! - zaprotestowałam trzymając się sukienki matki. Starała się mnie chronić, szarpiąc bandytów, którzy próbowali mnie złapać. Wrzasnęłam, gdy bandyci rzucili nią o podłogę.
- Thalia ! - jej głos był chwiejny, niejasny.
Wybuchnęłam płaczem, gdy dwie silne ręce ostro chwyciły moje ramiona. Powstrzymywanie ich było bezużyteczne - nie dawałam im rady. Wyprowadzono mnie z mieszkania, zabierając mnie bez niczego, spustoszałą.
Nieszczęścia nie brakło w naszej krwi. Właśnie wtedy gdy myślisz, że rzeczy nie mogą się pogorszyć, robią to.











Paula: Zaczyna się ciekawie, miłego czytania!

Marta : Bardzo podoba mi się rozwój akcji. Jestem ciekawa w jakich okolicznościach spotka Harry'ego i jaki on będzie. Już nie mogę się doczekać następnych. Mam nadzieję że przetłumaczymy je już niedługo. Przepraszam za literówki. I życzę miłego czytania :x

1 komentarz: